Jagiellonia, Śląsk, Legia i Lech. Wisła Kraków ma za sobą prawdziwy maraton jeśli chodzi o wymagających przeciwników. W tych meczach udało się zdobyć 5 punktów, a biorąc pod uwagę okoliczności, to zarówno dużo jak i mało.
Każdy z tych meczów to osobna historia i inna waga zdobywanych punktów. Remis z Jagiellonią po fali krytyki stylu drużyny Kiko Ramireza był traktowany jako dobry prognostyk przed przerwą reprezentacyjną. Kilka składnych akcji, dobra organizacja gry i zalążki stylu przeciwko wicemistrzowi wlewały optymizm po nieudanych bojach z Koroną.

Podobnie było w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu. Z tym samym Śląskiem, który u siebie w tym sezonie jeszcze nie przegrał Wisła potrafiła zagrać mądry mecz i zneutralizować najlepszego strzelca. Wrocławianie jednak to jedno, a co innego wyrachowanie grająca Legia, która odpowiednio pozamykała sektory boiska i nie pozwalała Wiśle na wiele. Gospodarze mogli jednak ten mecz przynajmniej zremisować, dlatego komplet publiczności zebrany wtedy przy R22 mógł odczuwać niedosyt.

Bilans szczęścia wychodzi jednak na zero i stracony punkt z meczu z Legią został oddany w ostatnim spotkaniu z Lechem. Z oceną tego meczu można mieć problem z prostego powodu. Wisła w tym meczu nie zasłużyła na zwycięstwo, jednak było ono tak blisko, że remis musiał rozczarować.

Jakie wnioski można wyciągnąć ze spotkań z mocniejszymi rywali? Przede wszystkim uzależnienie od Carlitosa. Cała gra ofensywna Wisły to podanie do utalentowanego Hiszpana i czekanie na jego przebłyski. Jest to taktyka skuteczna, ponieważ Carlos potrafi wygrywać mecze w pojedynkę, jednak niezwykle łatwa do przeczytania, co pokazała Legia i Lech (jak już Lopez im strzelił).

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że środek pola będzie wyglądał bardziej kreatywnie, gdy grać w nim będzie Llonch i Basha. Albańczyk jednak wyrasta na czołowego zawodnika środkowej linii Wisły i nawet pod nieobecność Hiszpana gwarantuje solidną liczbę przechwytów. Problem jednak, że mimo wszystko Wisła potrzebuje do bronienia drugiego zawodnika o podobnej charakterystyce, a nieobecność Lloncha w Poznaniu tylko to potwierdziła.

Wielu kibiców pytało, co się dzieje z Tiborem Haililoviciem. Piłkarz mający być następcą Petara Brleka mocno osiadł w przeciętności i od pucharowego meczu z Koroną nie pojawiał się na boisku. Zrobił to dopiero w Poznaniu, gdzie zmienił bardzo aktywnego Kamila Wojtkowskiego i od razu pokazał dlaczego Ramirez na niego nie stawia. O ile Brlek przy swoich umiejętnościach mógł zagrać nawet na pozycji nr 6, o tyle Tibor ma problemy z grą w defensywie. To właśnie on nie upilnował Jevticia w doliczonym czasie gry, a wcześniej nie potrafił radzić sobie z atakami Lechitów w środku pola. Dopóki nie potrafi tego aspektu może zapomnieć o grze w podstawowej jedenastce.

Kontuzje Brożka i Ondraszka sprawiły, że trener musiał nieco poeksperymentować ze składem. Śmiało można jednak powiedzieć, ze w momencie, kiedy któryś z wymienionej dwójki wróci do zdrowia należy wrócić do ustawienia 4-4-2. Funkcjonuje ono całkiem poprawnie, zapewnia wsparcie Carlitosowi, a ponadto jest dopasowane do lepszych wykonawców niż 4-4-3. Victor Perez? Póki co, delikatnie mówiąc – szału nie ma.

Pozytywnie zaskoczył również Kamil Wojtkowski, jednak z mojej perspektywy jest to właśnie taki zawodnik, który w jednym meczu pokaże się z dobrej strony, by w następnych trzech zanotować bezbarwny występ. No cóż, jest jeszcze młody i musi zdecydowanie ustabilizować swoją formę, a wtedy Wisła będzie miała z niego pożytek.

Wracając jednak do zdobytych pięciu punktów… Biorąc pod uwagę okoliczności i późniejsze mecze „Jagi” z tego spotkania można było wyciągnąć więcej. Podobnie jak w meczu z Legią, a zapominając o futbolowej sprawiedliwości strata dwóch punktów w ostatnich 20 poznańskich sekundach również boli.

Patrząc jednak na styl gry i powyższe wnioski, myśląc o celach Wisły na ten sezon i o sytuacji po meczach w Kielcach nie sposób przejść obojętnie obok takiej zdobyczy. W tak szalenie wyrównanej lidze trzeba szanować każdy punkt. Teraz z kolei przed „Białą Gwiazdą” teoretycznie łatwiejszy terminarz, kolejno Sandecja, Pogoń i Termalica. Dopiero za cztery kolejki do Krakowa przyjeżdża Górnik Zabrze i to będzie kolejny trudny test Ramireza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *