Przyjeżdżając do niespełna dziesięciotysięcznych Krzeszowic wydaje się, że „wszystkie drogi prowadzą do Świtu”. Stadion, położony zaraz obok centrum miasta widział wiele, choć nigdy nie dane mu było występować na szczeblu centralnym.

Jadąc od strony kopalni wapienia „Czatkowice”, zjazd do stadionu znajduje się po lewej stronie. Idąc od rynku, to dosłownie rzut kamieniem po minięciu szkoły i biblioteki. Policja? 5 minut spaceru na wprost. Park? Boisko jest tuż za rzeką. Plac targowy? Jest na terenie stadionowym…Będąc w Krzeszowicach czasami ma się wrażenie, że trzeba specjalnie się postarać by nie pojawić się w okolicy boiska Świtu. To jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo, bo jednak mecze klasy okręgowej z udziałem miejscowej drużyny tłumów nie przyciągają.

Świt Krzeszowice do okręgówki spadł w sezonie 2014/2015. Przez następne lata o utrzymanie walczył niemal do końca zajmując odpowiednio ostatnie bezpieczne miejsce (2015/2016 – 8 pkt. przewagi nad spadkowiczami) i przedostatnie (2016/2017 – 5 pkt. przewagi). Choć spadek z IV ligi był realny już sezon wcześniej (Świt w ostatniej kolejce wygrał swoje spotkanie, przy jednoczesnej porażce Górnika Wieliczka i sezon zakończył punkt nad nim), to klub był totalnie do niego nieprzygotowany. Wkrótce uformowany został nowy zarząd, a w kolejny sezon drużyna ruszała niemal z zupełnie innym składem.

W lipcu 2015 roku, tuż po spadku miałem okazję porozmawiać z władzami klubu. Przyznali oni, że samym sukcesem jest przystąpienie do rozgrywek ligowych, a próba ich uratowania będzie podjęta zawodnikami z niższych lig.

– Są to zawodnicy w większości z A-klasy. Część z nich wcześniej nigdzie nie grała, niektórzy wznowili treningi po dłuższej przerwie – mówił ówczesny trener Kazimierz Śliwiński. Zgadzał się z nim prezes Alfred Lipniak. – W klubie pomimo olbrzymich trudności postaraliśmy się, żeby ta drużyna powstała. Budujemy skład na zasadzie pełnej dobrowolności i robimy wszystko, żeby nie zawieść kibiców – komentował sytuację.

Tych ostatnich ostatecznie nie rozczarowano, w końcu od trzech sezonów można mówić o względnej stabilizacji zespołu, jednak o jakimkolwiek rozpieszczaniu również nie może być mowy. Świt w swej historii do trzeciej ligi awansował trzykrotnie. Wbrew temu, co podane jest na Wikipedii (i co powielają inne strony fanowskie) udało się tego dokonać w sezonach 1989/1990, 1994/1995 oraz 2000/2001. Warto też dodać, że wtedy był to trzeci poziom rozgrywkowy i choć podzielony był geograficznie podobnie jak obecna III liga, to jednak według szczebli piłkarskiej hierarchii rozgrywek odpowiadał obecnej II lidze.

Lata 90′ XX wieku to najlepszy okres dla Świtu w jego ponad 90-letniej historii. Choć formalnie KS Świt utworzony został w czerwcu 1944 roku, to od 1923 na terenie Krzeszowic założono KS Strzelec, który był fundamentem obecnego klubu i właśnie od daty jego powstania tworzone są obecnie kolejne jubileusze.

Strzelec w swym pierwotnym charakterze zajmował się oprócz piłki nożnej także (co zupełnie nie dziwi) strzelectwem, a także organizował dla okolicznych mieszkańców marsze treningowe połączone ze strzelaniem. Jeszcze przed wojną Strzelec połączył się z Polskim Towarzystwem Sokół i w latach 1935-1938 działał pod jego nazwą.

Po wojnie nowe władze na bazie poprzednich tradycji utworzyły obecny Świt. W założonej na rocznicę powstania klubu, 10 czerwca 1945 roku księdze pamiątkowej czytamy: Niech księga ta zapisana historią klubu będzie zachętą do pracy, drogowskazem dla przyszłych pokoleń młodzieży naszej wstępującej w szeregi KS “Świt. Dlaczego nie zdecydowano się ich kontynuować lecz utworzono nowy twór? Możemy się jedynie domyślać, że powodem były przyczyny polityczne i budowanie nowej, komunistycznej społeczności. Faktem jest natomiast, że obecnie klub korzysta z dawnej historii i czuje się spadkobiercą międzywojennego Strzelca i Sokoła.

Wspomniana wcześniej III liga w Krzeszowicach gościła łącznie przez pięć sezonów. Po pierwszym awansie drużyna w kolejnym (1990/1991) sezonie zajęła 13. miejsce i utrzymała się w rozgrywkach. W następnym jednak (1991/1992) było już gorzej i 15. lokata oznaczała spadek. Drugi awans na ten szczebel w pierwszym sezonie występowania (1995/1996) przyniósł historyczne 12. miejsce, co można traktować jako najwyższa lokata Świtu w lidze. Ta przygoda zakończyła się jednak podobnie jak poprzednia – w kolejnym roku drużyna zamknęła stawkę i spadła. Ostatni do tej pory epizod w III lidze miał miejsce w sezonie 2001/2002. Wtedy jednak klub nie potrafił zadomowić się w rozgrywkach i spadł już w pierwszym sezonie po awansie zajmując 16 miejsce.

Jesienią 1996 roku do Świtu Krzeszowice przyszedł Adam Nawałka, który z drużyną spędził niecałe dwa sezonu. Odszedł pod koniec rozgrywek 1997/1998, kiedy to było jasne, że drużyna nie jest w stanie wywalczyć awansu. O metodach treningowych obecnego selekcjonera nie ma sensu pisać. Choć oczywiście był to niezwykle profesjonalny okres w historii Świtu, to wraz z sukcesem Nawałki powstało nadzwyczaj wiele opracowań na ten temat, do których odsyłam zainteresowanych (jedno z lepszych dostępne na stronach Gazety Krakowskiej – dla dociekliwych mogę podesłać link).

Ciekawostką jest także fakt, że Nawałka pojawił się na uroczystościach 90-lecia klubu w 2013 roku. W meczu towarzyskim jego Górnik Zabrze pokonał jubilatów 7:0, a w barwach zabrzan zagrali m.in. Tomasz Zahorski, Krzysztof Mączyński czy Łukasz Skorupski.

Sam Świt w ekstraklasie nigdy nie zagrał, ale dokonało tego kilku zawodników, którzy w trakcie kariery reprezentowali barwy klubu z Krzeszowic. Do najbardziej znanych należą Artur Sarnat (181 występów w ekstraklasie), Jarosław Giszka (221), Michał Miśkiewicz (71), Piotr Giza (150) czy Dariusz Gawęcki (5).

Póki co nie zanosi się, żeby ta lista miała się powiększyć. Świt będzie chciał powalczyć – być może w przyszłym sezonie – o awans do IV ligi, ale wydaje się, że to obecny szczyt możliwości tego klubu. Klub utrzymuje się głównie ze wsparcia drobnych lokalnych sponsorów, a także z czynszu za wynajem działek pod garaże stojące na terenie stadionu. Nie ma już wsparcia z opłat za targowisko, co niewątpliwie musiało odbić się na budżecie.

Czego więc można życzyć Świtowi? Na pewno sponsora, który byłby w stanie podnieść klub i zanieść go sportowo na poziom lat 90. Przede wszystkim jednak dalszej determinacji, by nie wygasła cała tradycja i w mieście mógł dalej działać jedyny piłkarski klub.

Zapraszam do polubienia mojego Fanpage na Facebooku TUTAJ

* Chcesz uzupełnić coś w powyższym artykule? A może w okolicy masz własny klub, którego historią chcesz się pochwalić. Zapraszam do kontaktu 🙂

Galeria ze stadionu Świtu w Krzeszowicach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *