Choć to już siódme mistrzostwa świata za mojego życia, to jednak dopiero piąte, które świadomie pamiętam i oglądam. Ba, moja przygoda z z piłką zaczęła się właśnie od mundialu 2002.
Oczywiście działo się wtedy to, co u dużej liczby rówieśników – masowe zwolnienia ze szkoły i wspólne przesiadywanie przy meczach Polaków. Niestety, dość szybko trzeba było znaleźć inną drużynę do sympatyzowania, a wybór padł na zjawiskowy futbol ogrywających Kostarykę Brazylijczyków. Potem już poszło.

MŚ 2006 to smutny początek z Ekwadorem, magia Zidane’a i zgranie Włoch. To Fabio Grosso strzelający w dogrywce z Niemcami i smutek Ronaldinho po odpadnięciu z Francją. Z kolei w 2010 niezapomniany Urugwaj z Diego Forlanem, a także instynkt Davida Villi. Nie zapomnę też parady Casillasa przy strzale Robbena w finale (Holendrów nigdy nie lubiłem).

Najświeższe mistrzostwa z 2014 upłynęły mi pod znakiem Jamesa i…bramkarzy. To ciekawe, ale przypominając sobie ten turniej tak na szybko, to ich parady przychodzą mi na myśl. No i znów ci Holendrzy, którzy tym razem byli górą i wyeliminowali niesamowitą Kostarykę.

Liczę na to, że takich niespodzianek również nie będzie brakować i w tej edycji. Tego właśnie życzę sobie i Wam. Bo mundial to nie tylko codzienne mecze. To obcowanie z piłką 24 godziny na dobę. To rozmowy w pracy, szkole, ze znajomymi o tematach, które ich na co dzień nie interesują. To sytuacje, „że w sumie to Maroko może mieć fajną paczkę”, bo przecież każdy futbolowy Janusz w trakcie mundialu zostaje ekspertem, co jednak nie zawsze jest tak dobre. Cieszmy się jednak tym faktem, bo to święto raz na cztery lata.

Moje przewidywania:

Mistrzostwo – Brazylia/Francja

Pozytywne zaskoczenie – Maroko

Negatywne zaskoczenie – Niemcy

Król strzelców – Antoine Griezmann

Odkrycie – Hakim Ziyech

Polacy – grupa+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *