Od porażki z Senegalem minęło już ponad 12 godzin. Człowiek zdążył się wyspać, przemyśleć pewne sprawy. Dopiero teraz, na spokojnie można spróbować ocenić, co właściwie stało się we wtorek na stadionie w Moskwie.
Nie dość, że nie mieliśmy szczęście, to jeszcze do tego wszystkiego doszedł pech – tak w przybliżony sposób można określić traconego przez Polaków bramki. Pech jest jednak wypadkową innych elementów, a szczęściu trzeba pomóc, dlatego całej rozmowy o występie z Senegalem nie można sprowadzić do tych zmiennych. Wymaga to głębszej refleksji i postawienia fundamentalnych zarzutów drużynie, której nie było.

Brak balansu w zespole

Ustawienie 4-4-2 bardzo chętnie było wykorzystywane przez Adama Nawałkę w eliminacjach, a także w trakcie udanego dla nas Euro 2016. Nic dziwnego więc, że również tym razem zdecydował się go użyć w niezwykle ważnym dla Polaków meczu. Problem polegał jednak na tym, że w takim ustawieniu o wiele więcej wymaga się od środkowych pomocników. To oni mają nadawać ton grze, regulować jej tempo i stanowić pierwszą zaporę dla rywala.

Nawałka zdecydował się jednak ustawić tam wybitnie ofensywnego Piotra Zielińskiego, który grając na pozycji „8” zwyczajnie musi się dużo bardziej poświęcać w obronie. W przedmeczowych zapowiedziach zostało to odtrąbione jako niezwykle odważne ustawienie, mające zepchnąć Senegalczyków do obrony. Niestety w praktyce wyglądało to tak, jakby w zespole brakowało balansu – pomostu pomiędzy obroną i atakiem, który skutecznie będzie spajał obie formacje. Bitwa o środek pola została przegrana.

Nietrafione decyzje personalne

To z kolei bezpośrednio łączy się z poprzednim punktem. Wyjściowy skład na mecz został wybrany na podstawie nazwisk, a nie aktualnej dyspozycji piłkarzy. Pierwszy mankament został już określony – Zieliński powinien grać wyżej, gdyż tylko tam mógłby zaprezentować pełnię swojej możliwości. Tam jednak grał występował Arkadiusz Milik, który jednak w żaden sposób nie zaznaczył swojej obecności na boisku. Jego występ od pierwszej minuty trudno nazwać inaczej jak olbrzymią pomyłką. Zamiast Milika bardziej logiczne wydawało się postawienie na zawodnika o bardziej defensywnej charakterystyce – Linettego, bądź (ferowanego przez dziennikarzy) Góralskiego. Ta dwójka być może byłaby w stanie zabezpieczyć sektor przed polem karnym, co w dużym stopniu „umoralniłoby” Zielińskiego.

Inna sprawa, że niektóre decyzje podjęte zostały jeszcze w Polsce. Jeszcze w pierwszej połowie kopnięty z kostkę zostaje Jakub Błaszczykowski. W przerwie konieczna jest zmiana. Kto się za niego pojawia? Jan Bednarek, a cały zespół przechodzi na system z trzema obrońcami. Na wahadło wędruje Piszczek. To tylko gdybanie, ale można się zastanowić, co by było, gdyby na ławce siedział skrzydłowy z prawdziwego zdarzenia, a nie człowiek od atmosfery.

Zawodzący liderzy

Solidna obrona, a z przodu zawsze coś wpadnie – zgodnie z tą zasadą wiele razy w eliminacjach grała nasza reprezentacja. Niestety w meczu z Senegalem zabrakło tego „czegoś”. Liderzy kadry zostali schowani przez Senegalczyków i w żaden sposób nie potrafili nadać swojego tonu gry. Grosicki był zupełnie wyłączony, ze strony Błaszczykowskiego do momentu kontuzji również nie było żadnego zagrożenia. Jeden z najsłabszych meczów w kadrze zagrał Łukasz Piszczek – motor napędowy prawej strony.

Czy zawiódł mnie Robert Lewandowski? Nie zagrał fatalnego meczu, jak np. Milik. W ciężkiej sytuacji potrafił się zastawić. Na początku drugiej połowy pognał na bramkę rywala i wywalczył rzut wolny, który był najlepszą naszą okazją do strzelenia gola. Trudno mieć do niego pretensje. Zrobił tyle ile mógł. Nie miejmy mu za złe, że nie jest CR i nie zaniesie w pojedynkę naszej drużyny do ćwierćfinału.

Dzieci we mgle

Niewymuszone podania, straty, niedokładność, a czasami wręcz niechlujstwo (Krychowiak – Bednarek). Ta drużyna nie przyzwyczaiła nas do oglądania tego typu zagrań w ich meczach. To wszystko jednak było widoczne w starciu z Senegalem. Z niewytłumaczalnych przyczyn ta drużyna miała problem z podaniem z kilka metrów do najbliższego. Błędy w ustawieniu można jeszcze tłumaczyć w/w brakiem balansu, ale odskakującej piłki tym nie obronimy. Z czego to wynikało?! Presja, pompowany balon oczekiwań? Jakoś trudno mi w to uwierzyć, nie w tak doświadczonej drużynie.

W drużynie wyraźnie widoczny był brak intensywności – słowo klucz w piłce na najwyższym poziomie. Ten mecz nie został wystarczająco wybiegany i bez wątpienia poziomem stał na najniższej półce tych mistrzostw. Problem Polaków polegał również na tym, że Senegal wcale nie zagrał wielkiego meczu. Mimo to i tak wystarczyło, aby pokonał beznadziejnych rywali.

Nie szukajmy winnych w reklamach!

Apeluję jednak do wszystkich. Ta drużyna już w wielu sytuacjach pokazała, że warto w nią wierzyć. Że w sytuacjach z nożem na gardle są w stanie wyjść bez chociażby zadrapania. Nie szukajmy winnych w nagrywaniu spotów reklamowych. To też część pracy piłkarzy, niemal tak samo istotna dla klubów jak wynik sportowy. Ci zawodnicy potrafią jednak grać w piłkę. Tego się przecież nie da zapomnieć.

I niech to będzie jedyny optymistyczny akcent przed Kolumbią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *