Kolejna przebudowa drużyny, zamieszanie ze stadionem, ciecią kosztów… W Wiśle Kraków bynajmniej nie jest lepiej niż w zeszłym sezonie. Przed wszystkimi kibicami kolejny już (który?) okres przejściowy w klubie.

Rok temu o podobnej porze również przymierzałem się do napisania przedsezonowego podsumowania. Wydźwięk był jednak pozytywny i pomimo odejścia dwóch filarów środka pola tekst zatytułowany został „Optymistyczna niewiadoma”. Optymistycznie rzeczywiście było. Szkoda tylko, że w tym momencie trzeba zapłacić za radosne momenty sprzed kilku chwil.

Życie ponad stan doprowadziło bowiem do kuriozalnej sytuacji, gdy miejskie długi blokowały możliwość wynajmu stadionu na kolejny sezon. Granie przez Wisłę meczów w Gliwicach rozpatrywać by można jako olbrzymią porażkę klubu. Podobnie jak sprzedanie najlepszego zawodnika ubiegłego sezonu za kwotę, która jeszcze pół roku temu zostałaby przyjęta z politowaniem.

Życie ponad stan, to jednak w dużej mierze błędne decyzje zarządzających. Można było uniknąć zatrudniania drogiego trenera wraz ze sztabem i wyrzucania ich po pół roku. Można się zastanawiać, czy w obliczu słabej sytuacji finansowej konieczny był zagraniczny zaciąg. Czy tak bardzo istotne było zajęcia szóstego miejsca zamiast ósmego? Chyba nie, skoro po trzech okienkach porzucamy tą koncepcję. To wszystko pokazuje obraz niekonsekwencji w budowaniu klubu. Miejmy nadzieję, że ostatniej.

Teraz do głosu mają dojść w końcu wychowankowie. Koncepcja zdecydowanie budżetowa, która ma polegać na piłkarzach związanych z klubem i Krakowem. Złośliwi mogą powiedzieć, że również tacy, którzy nie będą wysyłali wezwań do zapłaty wynagrodzenia. Faktem jest, że w obecnej sytuacji jest to jedyna słuszna koncepcja. Pomijając kwestie oszczędnościowe, to właśnie młodzi zawodnicy są tym, na co zwracają uwagę zagraniczne kluby. To też szansa na późniejsze dochody.

W Wiśle dawno nie było mody na wychowanków. Jeszcze w zeszłym sezonie obiecujący Jakub Bartosz musiał zostać wypożyczony, bo trener nie widział dla niego miejsca w składzie. Teraz ma się to zmienić, jednak pozostańmy bez złudzeń – poniesie to za sobą spadek sportowy. Przynajmniej w początkowym okresie.

Taki okres przejściowy jest jednak Wiśle potrzebny. Problem jednak w tym, że w skutek niespójnej koncepcji budowy klubu powtarza się o tym co sezon. Czas wreszcie, by nie były to suche słowa, a początek przemyślnego planu. Nawet jeśli – o zgrozo – miałoby się to zakończyć spadkiem, ale uzdrowieniem klubu.

Jak więc będzie na boisku? Cudów się nie spodziewajmy. Nie marzmy o europejskich pucharach nawet jeśli nie przegramy trzech meczów z rzędów. Nie zwalniajmy trenera Macieja Stolarczyka, nawet jeśli nie zakwalifikuje się do ósemki. Podziękujmy mu za utrzymanie. Niestety, trzeba się przyzwyczaić, że obecnej Wiśle bliżej do Piasta Gliwice aniżeli do Jagiellonii.

Cieszy jedynie to, że w tak trudnej sytuacji jedyną stałą są kibice. To, czy władza w ich rękach jest dobrym pomysłem to jedna sprawa, ale ich mobilizacja zasługuje na słowa uznania. Oby zawsze tak wspierali klub jak w ostatnim czasie – przy okazji akcji #Reymontta22.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *