Na początku zeszłego roku zakupiłem Football Managera 2018. Niestety, z powodu braku czasu mogłem rozegrać tylko dwa miesiące wirtualnej rozgrywki. W tym roku udało mi się wreszcie zmobilizować i dokończyć sezon.

Od kilku edycji gry z racji sympatii klubowych i możliwości rozwoju wybieram Liverpool. Tak też było i tym razem i zdecydowałem się kontynuować poprzednią karierę. Jeszcze latem 2017 moimi jedynymi transferami zostali Stefan de Vrij z Lazio i Mauro Icardi. Formację obronną zdecydowałem się wzmocnić po pierwsze dlatego, że w klubie nie było jeszcze Virgila Van Dijka, a niestety jego cena była zbyt wysoka, żeby sobie móc na niego pozwolić. Wybór padł na innego holendra, który w pierwszej fazie sezonu tworzył parę stoperów z Dejanem Lovrenem. Icardi z kolei miał być podstawowym napastnikiem, gdyż nie pokładałem zbyt wielkich nadziei w Danielu Sturridge’u, a Roberto Firmino grał u mnie na „10”. Wzmocnieniem przed sezonem było też przedłużenie kontraktu z Emre Canem, którym już interesowały się najlepsze kluby Europy z Juventusem na czele.

Sezon rozpoczynałem więc w mojej ulubionej formacji 4-2-3-1 składem: Karius – Alexander-Arnold, Lovren, De Vrij, Moreno – Henderson, Wijnaldum – Coutinho, Firmino, Mane – Icardi.

Plusem tej wersji menagera była jeszcze obecność Philippe Coutinho (którym jednak od razu interesowała się Barca) przy jednoczesnym posiadaniu Mohammeda Salaha, który jednak w toku całej gry nie był tak doskonały jak w rzeczywistości. Na lewej obronie lepszy okazał się Alberto Moreno, a Robertson stał się jedynie solidnym zmiennikiem. Podobnie jak Milner, który był w stanie załatać połowę pozycji.

Sezon rozpocząłem słabo, po 4 kolejkach zajmując 12 miejsce, po dwóch porażkach i remisie. Rzutem na taśmę udało się awansować do Ligi Mistrzów pokonując CSKA na wyjeździe 2:0 i przegrywając 0:1 na Anfield. Piłkarze chyba nadal mieli ciężkie przygotowania w nogach, a eksperymenty ze składem nie wpływały pozytywnie na ich ich zgranie. W LM na start przyszła wliczona w koszty porażka z Barceloną, jednak blamaż w Lipsku 1:4 nie mógł pozostać niezauważony. Do drugiej przerwy reprezentacyjnej nie było zbyt kolorowo.

Nie pomagało także przechodzenie do bardziej defensywnego ustawienia 4-3-3, w którym za ofensywnego Firmino na pozycję DMF wskakiwał Emre Can. Przełom nadszedł dopiero w połowie października, kiedy to w lidzie grając z nieco słabszymi przeciwnikami udało się złapać pewien rytm. Dobrą formę złapał Coutinho, który stwarzał kolejne sytuacje, cennym zmiennikiem okazywał się Sturridge, który następnie w trakcie sezonu zaczął się wymieniać występami w wyjściowym składzie z Icardim. Po domowej wygranej z Benficą i Lipskiem, a także okazałej wygraną nad Barcą po hat-tricku Sturridge udało się dzięki korzystnemu bilansowi bramek awansować z drugiego miejsca do 1/8 LM.

Głębię składu poszerzyli w międzyczasie wracający po kontuzji Nathaniel Clyne i Adam Lallana i obaj z miejsca stali się wzmocnieniami. Clyne od razu zmienił Alexandra-Arnolda, natomiast Lallana dostawał swoje minuty w przedniej formacji. Niestety po meczach ze słabszymi rywalami oraz w Carabao Cup kompletnie nie przekonałem się do Oxlade-Chambarlaine. Potrafił on grać tylko na prawym skrzydle, a tam dość płynnie wymieniał się Mane z Salahem, więc zdecydowałem się umieścić Anglika na liście transferowej. Korzystne losowanie drabinki tego pucharu pozwoliło mi awansować do finału po ograniu Sheffield United. Po fantastycznej serii 13 zwycięstw z rzędu w lidze udało się zdobyć fotel lidera, jednak słabe mecze z zespołami top six nadal drażniły menedżerskiego ego. Porażka z Chelsea, United, Arsenalem i tylko remis z City pokazywało, że z topowymi rywalami jednak ciężko jest rywalizować.

Jasne się stało, że chociaż styczeń zimowałem na pozycji lidera PL, to ten klub potrzebuje transferów. Priorytetowe okazały się dla mnie pozycje bramkarza i środkowego pomocnika, który dodałby jakości w ofensywie, gdyż Wijnaldumowi – mimo że się szybko rozwijał – brakowało błysku z przodu. Udało się również sprzedać Flanagana, który zupełnie nie łapał się do składu i grał wyłącznie, gdy jego rywale na PO byli kontuzjowani lub zmęczeni. Pojawił się jednak problem ze stoperami. W zimowym okienku transferowym przyszła oferta z Chin na 30 mln dla Lovrena, którą zdecydowałem się zaakceptować. Podstawowym stoperem stał się Joel Matip, który jednak tydzień później dostał ofertę z Barcelony. Nie mogłem jej zaakceptować i choć starałem się wytłumaczyć to zawodnikowi ten się na mnie obraził, co spowodowało bunt w szatni. Murem za Matipem stanęli Coutinho i Firmino, którzy również byli na celowniku gigantów i obawiali się, że w ich przypadku mogę postąpić tak samo. Na nic stały się rozmowy i interwencje Hendersona. W szatni pojawił się rozłam.

Poskutkował on odpadnięciem z Pucharu Anglii z Burnley w pierwszym meczu i przegranym finale w Carabao Cup, gdzie zmorą okazał się Manchester United, który również deptał mi po piętach w lidze. Bunt spowodował spadek morale całej trójki i choć na Matipa musiałem stawiać, bo w obwodzie miałem tylko Cana i wypożyczonego Joe Gomeza (Niemiec grał w znacznie częściej używanej formacji 4-3-3 na DMF), to Coutinho i Firmino stracili miejsce w składzie. Cou dramatycznie obniżył loty i ciężko było mieć z niego pożytek, z kolei na godnego zastępce Firmino wyrósł Lallana i zmiana formacji w większej liczbie meczów.

W styczniu nie udało się przeprowadzić transferów na już, jedynym podpisanym okazał się Kepa z Athleticu Bilbao, któremu jednak kończył się kontrakt i zespół miał wzmocnić w lipcu. Tymczasem w takiej sytuacji zbliżał się mecz 1/8 LM z Juventusem. W obu spotkaniach kluczowy miał być środek pola z defensywnym Emre Canem oraz kontry w postaci szybkich i będących w formie Mane i Salaha. Taktyka okazała się skuteczna – po zwycięstwie na Anfield 2:0 i rozpaczliwiej obronie Częstochowy we Włoszech (25 do 3 w strzałach, trzy poprzeczki Juve) bezbramkowy wynik dał przepustkę do ćwierćfinału. Tam za silny okazał się Bayern Monachium, jednak pojedynki były naprawdę wyrównane 3:5 na Allianz i wygrana 5:4 na Anfield. Kluczowy okazał się Robert Lewandowski będący wtedy w nieziemskiej formie.

W lidze tymczasem pałeczkę w zespole przejął Mane, Sturridge i Lallana, którzy prowadzili zespół do zwycięstw m.in z Manchesterem City (4:1). Dzięki nim w dużej mierze dało się trzymać tempo United i wykorzystać ich zadyszkę zwiększając przewagę do 6 punktów w kwietniu. Wtedy jednak cały zespół złapał dołek i po ciężkim sezonie pojawiały się remisy i porażki z niżej notowanymi rywalami. Po remisie w 34. kolejce udało się także uciec od Manchesteru, który przegrał swoje spotkanie i miał w perspektywie wyjazd na Anfield. Tutaj poniosła mnie ułańska fantazja i losy mistrzostwa chciałem rozstrzygnąć już w 35. kolejce wygrywając z nimi na własnym boisku. Ofensywne ustawienie 4-2-3-1 z Lallaną w środku i wracającym do formy Firmino na „10” przegrało z trójką Pogba, Naingolan, Mata i znów trzeba było drżeć o każde spotkanie.

W międzyczasie trwały poszukiwania stopera, który miałby zastąpić Matipa przygotowywanego do letniej sprzedaży. Wybór padł na Gimeneza z Atletico, który zgodził się przyjść do nas w lipcu za 20 mln plus bonusy (około max. 45 mln.). Po sukcesie w LM i transferze stopera w Barcelonie Matip posypał głowę popiołem i zdecydował się pozostać w klubie. Cóż, w przyszłym sezonie i tak będzie musiał powędrować na ławkę, a jeśli pojawi się oferta to nie będę miał żadnych obiekcji.

Od stycznia cały czas szukałem jednak środkowego pomocnika. Nie przyszedł do mnie Hamsik ani Strootman, przez co zespół nie został wzmocniony, jednak gdy w marcu dostałem nowy budżet transferowy postanowiłem głębiej sięgnąć do portfela. Za 40 mln z bonusami (max. 96 mln) i transfer Lorisa Kariusa pozyskałem Marco Verattiego z PSG. Za darmo od lipca popisałem także Leona Goretzkę – wolny zawodnik z niskim kontraktem przyda się nawet jako uzupełnienie składu. Jednocześnie trwały poszukiwania następcy Coutinho – nie miałem wątpliwości, że po sezonie odejdzie.

Choć od połowy kwietnia mogłem skupić się tylko na lidze to zespół nie mógł odnaleźć rytmu ze środka sezonu. Icardi i Sturridge się zacięli, Coutinho już nawet nie wąchał murawy, a Firmino, choć grał lepiej niż przed buntem, to jednak i tak był gorszy od Lallany. Sezon uratował jednak Mane z Salahem, którzy w maju spisywali się bardzo dobrze. Ten pierwszy szybko jednak poprosił o transfer, gdyż wierzył we własny rozwój. Zgodziłem się na takie rozmowy po sezonie, ustalając kwotę wykupy na 70 mln i jednocześnie nakazując skautom poszukiwania jego następcy. Nadal nie wierzyłem, że Salah może być kimś więcej niż wartościowym zmiennikiem. Ligę ostatecznie wygrałem w bólach, punkt przed Manchesterem United. City skończyło dopiero 5, co skutkowało zwolnieniem Guardioli. Skrzętnie to wykorzystałem podpisując dwóch trenerów z jego sztabu.

Sezon zakończyły dalsze negocjacje. Na następce Coutinho został wybrany Alexis Sanchez, któremu kończył się kontrakt z Arsenalem i przyszedł za darmo. Wzmocnienia przed kolejnym sezonem wydawały się solidne i wystarczyło tylko umiejętnie je skomponować.

Lipcowe transfery

Mistrzostwa PL w pierwszym sezonie się nie spodziewałem. Kluczem do niego okazała się jednak solidna kadra i zmiennicy, którzy potrafili przejąć ciężar odpowiedzialności w środku sezonu. Ćwierćfinał LM to jednak był szczyt tej drużyny i jasne się stało, że bez znacznych wzmocnień nic więcej nie uda się osiągnąć. To jednak i obrona mistrzostwa, to już cel na przyszły sezon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *